Można spędzać całe dni na pokazach mody – czasem nawet cały sezon – nie doświadczając tego szczególnego uczucia, tego dreszczu, który pojawia się, gdy zobaczysz coś, co nie tylko jest perfekcyjne samo w sobie, ale też porusza cię osobiście. Po pokazie Sara Burton dla Givenchy rozległ się chór kobiecych głosów: „Uwielbiam to”, „Jest tak piękne”, „Dokładnie tak chcę wyglądać teraz”.
Sara Burton od dawna cieszy się szacunkiem w świecie mody. Najpierw pracowała ramię w ramię z Lee Alexander McQueen, a później została dyrektorem kreatywnym domu mody Alexander McQueen. Dlatego jej odejście spotkało się ze smutkiem, a dołączenie do Givenchy – części grupy LVMH – wzbudziło duże zainteresowanie.Reakcje na jej pierwsze dwa pokazy dla domu mody były raczej ostrożne. Powodem było to, że Burton wykorzystywała ten czas, aby zbudować fundamenty swojej wizji – dostosować się do nowego zespołu i lepiej poznać charakterystyczne kody marki, koncentrując się na sylwetkach i formach.Z kolekcją jesień–zima 2026–2027, zaprezentowaną 6 marca, to poczucie wahania zniknęło. W tym sezonie projektantka zaufała bardziej swojej intuicji i wieloletniemu doświadczeniu. Nie tworzy ubrań dla wyimaginowanej kobiety – wręcz przeciwnie, „kobieta Givenchy” może mieć wiele różnych oblicz.„Chciałam, aby kolekcja była bardzo osobista” – mówi. „Każda kobieta jest inna i każda sylwetka ma swój charakter.”Widać to było także na wybiegu: eleganckie garnitury przeplatały się z delikatnymi sukienkami typu négligé, paski łączyły się z nadrukami w panterkę, a obok światowej sławy modelek na wybiegu pojawili się również twórcy, tacy jak pisarka Constance Debré i artystka Isabelle Albuquerque, którzy po raz pierwszy wystąpili na pokazie mody.

Sylwetka typu „klepsydra”, którą Sara Burton wprowadziła jako podstawę w Givenchy rok temu, w tym sezonie wygląda lżej i bardziej swobodnie. Projektantka wykorzystuje swoje precyzyjne podejście do kroju w różnych modelach – od garniturów w męskie paski po bardziej zakrzywione linie z podkreślonymi biodrami. Jednym z najbardziej imponujących strojów był smoking połączony z eleganckim płaszczem wieczorowym o prostych liniach, który przyciągnął uwagę wielu gości.Różnorodność jest jednak w centrum kolekcji, dzięki czemu każdy może znaleźć swój ulubiony model. Wśród bardziej zapadających w pamięć stylizacji była drapowana bluzka z czerwonego aksamitu, zestawiona z szerokimi spodniami, których objętość formują podwójne plisowania i zakrzywione boczne szwy. Wrażenie zrobiła też czarna sukienka bez rękawów, ozdobiona haftowanymi czerwonymi makami i długimi jedwabnymi frędzlami sięgającymi prawie do podłogi. Kolekcja obejmowała także efektowny płaszcz z puszystej owczej skóry w panterkowy wzór.Koszulki z jedwabiu, noszone jako turbany na niektórych modelkach, są dziełem kapelusznika Stephena Jonesa. Przyznaje on, że projekt ten po raz pierwszy od 30 lat przywrócił go do centrali Givenchy przy Avenue Montaigne – od czasu, gdy Alexander McQueen został nowym dyrektorem kreatywnym domu mody.Żakardowy tiul w sukni wieczorowej z odsłoniętymi ramionami, w kolorach żółtym i białym, został zainspirowany tkaniną, którą Sarah Burton zachowała jeszcze z ery McQueen. Mały detal w wielkim pokazie, ale z jasnym przesłaniem – szacunek dla historii i dziedzictwa marki.W dwóch słowach? To już Givenchy oczami Sara Burton.
